Nad przyszłością polskiego systemu ochrony zdrowia zastanawiali się goście debaty, zorganizowanej przez redakcję „Krytyki Politycznej” i fundację im. Lassalle’a, 23 września br. – red. Witold Gadomski („Gazeta Wyborcza”) i poseł Marek Balicki (SdPl). Debata dobrze pokazała tok myślenia ultraliberałów.Witold Gadomski na wstępie zastrzegł, że nie zna się na służbie zdrowia, lecz na ekonomii: – Nie bardzo podejmuję się odpowiedzieć, czy szpitale mają być dla zysku, czy dla... czego? ... co tam było? Aha, dla ludzi – nie mógł sobie przypomnieć, co sala przywitała ironicznym śmiechem. Zdaniem red. Gadomskiego, usługi medyczne są takim samym towarem, jak inne, powinny więc podlegać regułom rynku. – Z punktu widzenia hierarchii ludzkich potrzeb, usługi medyczne nie są konieczne – wyjaśniał dziennikarz „GW”. – Przez tysiące lat ludzie się bez nich obywali, a ludzkość przetrwała – przekonywał zebranych.
Zdaniem red. Gadomskiego, opieka medyczna nie jest konieczna dla zachowania życia, nie należy więc do potrzeb podstawowych, tych, których zapewnienia wymagalibyśmy od cywilizowanego państwa. W tym momencie jeden z czołowych publicystów „Wyborczej”, jak na człowieka wykształconego przystało, posiłkował się był powołaniem na piramidę potrzeb, opracowaną przez Abrahama Maslowa. Na ich szczycie opieki medycznej nie znalazł. Opierając swój wywód na logice jął dowodzić, że skoro Maslow nie docenił znaczenia opieki medycznej, nie ma o co robić hałasu i wypada uznać ją za potrzebę wyższego rzędu.
– Medycyna to luksus, za który ktoś musi płacić – przekonywał Gadomski. – A przecież są też inne potrzeby, nie mniej zbędne niż medycyna, ale czy za ich zaspokojenie muszą płacić wszyscy? – pytał retorycznie Gadomski.
Dziennikarz dodał, że problemem jest dostęp i podział dóbr, a o sprawiedliwym ich zaspokojeniu najlepiej decyduje rynek, czyli zależność podaży i popytu. Jego zdaniem, obecnie ów „zdrowy mechanizm” nie obejmuje polskiej służby zdrowia, na której funkcjonowanie składa się całe społeczeństwo, zaś korzystają tylko nieliczni. W dodatku – najczęściej biedni.
Z Gadomskim polemizował Balicki z SdPl. Projekty PO ocenił on jako bardzo radykalne, zwłaszcza w porównaniu z systemami funkcjonującymi w Europie. Balicki podkreślił, że w żadnym kraju europejskim nie ma wielu prywatnych szpitali, tymczasem PO dąży do tego, by w Polsce prywatne były wszystkie. Balicki zaznaczył, że posłowie PO wykreślili pierwotny zapis o konieczności zapewnienia minimalnych udziałów strony społecznej (samorządów) w przekształconych w spółki szpitalach.
– Usługi medyczne nie są zwykłym towarem, popyt i podaż nie mają wpływu na ich cenę – przekonywał Balicki i wyjaśnił, że ludzie gotowi są oddać wszystko w imię ratowania zdrowia i życia. Zdaniem posła SdPl, projekty PO nie wprowadzą konkurencji w zabieganiu o pacjenta, a jedynie o procedury medyczne, których cenę narzuca kontrakt z NFZ. – Tam, gdzie służba zdrowia jest częściowo prywatna, cięższe przypadki, a więc kosztowniejsze, przerzucane są na placówki publiczne, bo prywatnym nie opłaca się ich leczyć – mówił Balicki.
– Jedynym krajem, który nie ma jednego, publicznego systemu ochrony zdrowia, są Stany Zjednoczone, gdzie tylko 30 proc. usług to system publiczny. W dodatku jest to przykład najmniej efektywnego systemu – informował Balicki i dodał, że PO chce wprowadzić w Polsce nie tylko podobny, ale wręcz radykalniejszy system niż ten obowiązujący w Stanach.
Balicki podkreślił, że w USA zaledwie kilkanaście proc. osób samodzielnie opłaca sobie ubezpieczenie, zaś 40 proc. opłacają je pracodawcy. Ostatnio, na skutek kryzysu, ta druga grupa się coraz bardziej kurczy. Reszta nie ma ubezpieczenia.
Gadomski zarzucił obecnemu systemowi nieefektywność i ciągłe zadłużanie się placówek medycznych. Poseł Balicki wyjaśnił, że zadłużenie powstało na skutek reformy z 1999 r., gdy pozwolono, by środki publiczne wędrowały do prywatnej służby zdrowia. W ten sposób w pierwszym roku po reformie aż 10 proc. środków poszło do sektora prywatnego, tyle więc pieniędzy zabrakło w systemie publicznym. Później procent ten się zwiększał. Problemem jest więc sposób finansowania i ilość pieniądza w systemie jako takim. – Ostatnio szpitale tak się nie zadłużają, ponieważ wzrosło zatrudnienie, choć finansowanie służby zdrowia pozostało na takim samym poziomie, jak poprzednio – stwierdził Balicki.
Dziennikarz „Wyborczej” upierał się przy tym, by placówki medyczne były prywatne, bo tylko takie – jego zdaniem – będą dobrze funkcjonować i liczyć się z pacjentem. – Najdłuższe kolejki są do lecznictwa ambulatoryjnego, a to w większości jest prywatne – odpowiedział mu Balicki. – Bo to NFZ decyduje o kosztach, niezależnie od form własności. Były minister zdrowia nie zgodził się też z podkreślanym przez Gadomskiego postulatem racjonalizacji kosztów, co ma podobno zagwarantować prywatyzacja: – Największe koszty w medycynie to wynagrodzenia, np. w USA to 75 proc. wszystkich kosztów. Obniżanie kosztów może się więc odbywać głównie poprzez obniżanie wynagrodzeń i zatrudnienia – tłumaczył. – Ochrona zdrowia oraz edukacja to te specyficzne sfery, gdzie usługi muszą być świadczone osobiście. Nie da się zastąpić lekarza czy nauczyciela maszyną. A to przecież wynagrodzenia generują największe koszty – podkreślił.
– Jeśli mamy postawić tamę nieuzasadnionym wydatkom, to czemu chcemy wprowadzić rozwiązania, które zwiększą koszty opieki, bo do tego prowadzi prywatyzacja, nie dając większego wolumenu usług? – pytał retorycznie Balicki. – Może chodzi o to, by odejść od niekwestionowanej zasady, obowiązującej w Europie – każdemu według jego potrzeb?
Uczestnicy dyskusji wytknęli Gadomskiemu, że przez efektywność rozumie on generowanie zysków, podczas gdy społeczeństwo zainteresowane jest dostępnością usług medycznych, i to niezależnie od zasobności portfela. – Skoro w medycynie trudno jest ciąć koszty, liberałowie chcą różnicować dostępność i o to chodzi w prywatyzacji szpitali – ocenił Łukasz Foltyn.
– Jeśli różnie rozumiemy pojęcie efektywności, to powinniśmy mieszkać w różnych krajach, bo nigdy nie dojdziemy do porozumienia – podsumował Balicki.
Źródło