OBECNY STATUS USTAWY:
Sejm podtrzymał weto prezydenta
Nasz manifest
Sprzeciwiamy się planowanej przez Platformę Obywatelską prywatyzacji szpitali, ponieważ efektem takich przekształceń będzie ograniczenie dostępu do usług medycznych dla ludzi o średnich i niskich zarobkach oraz obniżenie jakości opieki medycznej.

Prywatyzacja, czyli przekazanie większości udziałów w ręce prywatne, spowoduje zmianę celu działalności szpitala. Podstawowy cel, jakim było dotąd udzielanie usług zdrowotnych wszystkim potrzebującym, niezależnie od ich sytuacji materialnej zejdzie na dalszy plan. Zastąpi go zupełnie inny - maksymalizacja zysku.

> przeczytaj więcej



Plan Kochaniaka, czyli zmiany - tak, spółka - nie
Wiceprezydent Warszawy Jarosław Kochaniak ujawnił długo oczekiwaną autorską propozycję zmian w zarządzaniu warszawskimi szpitalami i przychodniami. Największą zaletą planu jest to, ze się pojawił. Ale pojawiły się też wątpliwości - pisze w Gazecie Stołecznej radny SDPL Bartosz Dominiak.
Prezentacja dokumentu "Dobra opieka zdrowotna. Program poprawy jakości usług medycznych na terenie m.st. Warszawy" została przedstawiona w pierwszej kolejności dyrektorom miejskich zakładów opieki zdrowotnej oraz radnym z miejskiej komisji zdrowia.

"Plan Kochaniaka" sprowadza się do utworzenia spółki z o.o. ze 100-procentowym udziałem m.st. Warszawy, która powołałaby niepubliczne zakłady opieki zdrowotnej na bazie części istniejących dziś miejskich samodzielnych publicznych zakładów opieki zdrowotnej. Zakłady, które miałyby wejść do takiej spółki, zostałyby wyłonione w procesie konsultacji. Te, które nie weszłyby do spółki, w dalszym ciągu działałyby w obecnej formule prawnej.

Największą zaletą planu jest to, że się on pojawił. Warszawa boryka się z coraz większymi problemami w zarządzaniu miejskim systemem ochrony zdrowia i każdą propozycję, która otwiera debatę o zmianach w tym zarządzaniu, trzeba uznać za wartościową. Niestety, przedstawiony projekt zawiera szereg wad, które każą wątpić w szanse jego realizacji.

Cały pomysł to raptem 26 plansz prezentacji multimedialnej. Nie istnieje żaden dokument, opracowanie eksperckie czy bardziej rozbudowany materiał analityczny, który był podstawą do przygotowania tej prezentacji. Stawia to pod znakiem zapytania zarówno hasłowo zarysowaną diagnozę obecnej sytuacji miejskich SPZOZ, jak również życzeniowo opisane korzyści, jakie miałyby pojawić się po powołaniu spółki. W przedstawionej propozycji brak jest odniesienia do skomplikowanej problematyki prawnej (wyjątkiem są odesłania do podstaw prawnych w ustawie o ZOZ-ach). Brak również analizy zagrożeń, które wiążą się z proponowanymi zmianami. Mimo że w tytule programu jest mowa o poprawie jakości usług medycznych na terenie Warszawy, z samej prezentacji nie dowiadujemy się nic o jednym z poważniejszych problemów warszawskiej opieki zdrowotnej, a mianowicie o wielości organów założycielskich i braku dobrej współpracy pomiędzy nimi.

Słabości przedstawionego planu dotyczą też meritum. Rysują się tutaj co najmniej trzy problemy:

- nadmierna centralizacja - wszystkie SPZOZ, które wezmą udział w realizacji planu (nawet dziesięć obecnych szpitali i kilkanaście zakładów lecznictwa otwartego), zostaną skomasowane w jednej spółce-molochu, co wbrew intencjom pomysłodawcy może pogorszyć zarządzanie ochroną zdrowia w mieście. Tak wielkiego zakładu opieki zdrowotnej, na ok. 2,5 tys. łóżek szpitalnych, nie było nawet za czasów centralizacji w okresie Gierka. "Plan Kochaniaka" nie przewiduje powołania większej ilości spółek, np. grupujących szpitale położnicze.

- włączenie do jednej spółki zakładów dobrych i złych - grozi to "równaniem w dół", lepsze zakłady (np. te, które nie mają dziś długów) będą pracować na te gorsze,

- zwielokrotnione zagrożenie w przypadku kłopotów finansowych spółki - w sytuacji pojawienia się braku płynności finansowej takiej spółki ewentualne konsekwencje dotkną nie jeden zakład, ale wszystkie wchodzące w skład spółki; pamiętamy, co się działo w przypadku zagrożenia funkcjonowania szpitala na Solcu - w sytuacji istnienia spółki problem byłby wielokrotnie większy.

Problemy z realizacją "planu Kochaniaka" mogą zacząć się na samym początku i będą związane z przechodzeniem obecnych pracowników SPZOZ do pracy w spółce. Zapewne będzie tu miał zastosowanie art. 231 kodeksu pracy, zgodnie z którym nowym pracodawcą dla dotychczasowych pracowników stanie się spółka. Jednak artykuł ten daje uprawnienia pracownikom (możliwość rozwiązania umowy bez wypowiedzenia), z których być może zechcą oni skorzystać, jak też powoduje konieczność negocjowania od nowa wszystkich umów cywilnych (czyli tzw. kontraktów, na podstawie których jest zatrudniona spora część lekarzy). Czy miasto jest gotowe na konflikt pomiędzy pracownikami szpitali a władzami spółki, podobny do tego, z którymi mieliśmy do czynienia na Solcu, tyle że zwielokrotniony?

Zdaniem prezydenta Kochaniaka władze miasta zyskają większą kontrolę nad mieniem i funkcjonowaniem miejskich zakładów opieki zdrowotnej. Równie prawdopodobny jest scenariusz odwrotny. Spółka zarządzająca dużym majątkiem miasta i w dodatku działająca w niezwykle wrażliwym na jakiekolwiek zawirowania sektorze opieki zdrowotnej w łatwy sposób może uniezależnić się od decyzji władz miasta. Wówczas ogon zacznie machać psem. To samo dotyczy zarządzania spółką, której majątek będzie rozproszony w kilkudziesięciu miejscach (poszczególne przychodnie i szpitale), co faktycznie uniemożliwi władzom spółki właściwą kontrolę nad tym majątkiem.

Wiceprezydent Warszawy cieszy się, że spółka-moloch wynegocjuje lepszy kontrakt z Narodowym Funduszem Zdrowia. To prawda. Z tym że efekt takich wspólnych negocjacji (bez istniejącej spółki) został już osiągnięty przy negocjowaniu kontraktów na 2008 rok. Wystarczyło tylko zachęcić dyrektorów miejskich SPZOZ do współpracy przy rozmowach z NFZ jesienią 2007 roku. Natomiast w sytuacji powołania jednej spółki efekt skali, niekorzystny z punktu widzenia pacjentów i władz miasta, może wystąpić w zupełnie innym miejscu. W przypadku protestów pracowników takiej spółki ogarną one natychmiast wszystkie placówki zdrowotne wchodzące w skład spółki. Dla przypomnienia - w czasie ubiegłorocznych protestów w służbie zdrowia miejskie szpitale funkcjonowały praktycznie bez zakłóceń. Po wprowadzeniu spółki protest w jednym szpitalu szybko "przeleje się" na pozostałe. No, chyba że prezydent Kochaniak zakłada, że już więcej protestów w służbie zdrowia nie będzie.

Prezydent Kochaniak podkreśla, że jego propozycja oznacza komercjalizację, a nie prywatyzację miejskiej służby zdrowia. Twierdzi, że 100 procent udziałów w powołanej spółce będzie należeć do m.st. Warszawy. Jednak jest to tylko zapowiedź, której w żaden sposób nie może zagwarantować prawnie. Pewnego dnia władze Warszawy (obecne lub przyszłe) mogą dojść do wniosku, że jednak warto sprzedać część lub wszystkie udziały w spółce. I wówczas będzie to już prywatyzacja, w dodatku najlepszych miejskich placówek zdrowotnych. A to zagrozi zapewnieniu równego dostępu do świadczeń opieki zdrowotnej na terenie Warszawy. Działania warszawskich urzędników nominowanych przez PO wpisują się w krajową strategię tej partii doprowadzenia do niekontrolowanej prywatyzacji szpitali będących w gestii samorządów.

Pani prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz szła do ostatnich wyborów z hasłem decentralizacji zarządzania Warszawą. Przedstawiona propozycja zmian w miejskiej ochronie zdrowia jest realizacją czegoś dokładnie odwrotnego. Proponuje się centralizację służby zdrowia na skalę niespotykaną nawet w okresie PRL-u. Dlatego należy traktować "plan Kochaniaka" jako sygnał do debaty o miejskich szpitalach i przychodniach oraz przyczynek do poszukiwań jak najlepszych rozwiązań. Natomiast w żadnym wypadku nie należy podchodzić do tej propozycji jako gotowego remedium na bolączki polityki zdrowotnej Warszawy.

W związku z tym, że w Sejmie obecnie trwają intensywne prace nad zupełnie nową ustawą o zakładach opieki zdrowotnej, najlepszym rozwiązaniem na dziś jest wstrzymanie się z przekształceniami w stołecznej służbie zdrowia. Jeśli proponowane przez większość sejmową zmiany wejdą w życie, władzom miast nie pozostanie nic innego, jak je realizować. Jeśli nie zostaną, to SdPl przedstawi alternatywną propozycję zmian w zarządzaniu miejskimi zakładami opieki zdrowotnej, lecz pozbawioną licznych wad projektu prezydenta Kochaniaka.

Bartosz Dominiak

Autor jest radnym m.st. Warszawy, przewodniczącym komisji zdrowia Rady m.st. Warszawy oraz wiceprzewodniczącym zarządu krajowego SDPL

Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna, 25 lipca 2008

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2008