Burza wokół ustawy o zakładach opieki zdrowotnej wcale nie zakończyła się wraz z wakacjami parlamentarnymi. Na najważniejsze pytanie: Czy od 2009 r. wszystkie szpitale w Polsce zostaną sprywatyzowane? - wciąż nie ma odpowiedzi. Już od dawna posiedzenia sejmowej Komisji Zdrowia nie były tak burzliwe. Dodatkowo chaos pogłębiały nanoszone zmiany. Warto zaznaczyć, że tylko podczas jednego posiedzenia zgłoszono ich aż 49! W efekcie projekt przedstawiony tuż przed wakacjami w niczym nie przypominał tego, który do Sejmu trafił.
Prywatyzacja totalna Najważniejszą zmianą jest ta o obligatoryjności przekształceń wszystkich SP ZOZ, i to w ciągu roku. Wbrew wcześniejszym zapewnieniom w prywatyzacji nie wezmą udziału pracownicy. Leczenie dla ubezpieczonych w zakresie przewidzianym przez NFZ pozostanie bezpłatne, ale szpitale będą działały jak każda inna firma. Ich zadaniem ma być osiągnięcie jak największego zysku, bo wykreślono także zapis o działalności non profit. - To sytuacja groźna dla pacjentów, bo będą leczeni dla zysku - podkreśla Mieczysław Pasowicz, dyrektor Szpitala im. Jana Pawła II w Krakowie, prezydent Polskiego Stowarzyszenia Dyrektorów Szpitali. - Gorszą sytuację trudno sobie wyobrazić.
Jednak te poprawki popiera minister zdrowia Ewa Kopacz. Szczerze mówiąc trudno oprzeć się wrażeniu, że to Ministerstwo Zdrowia było ich autorem, bo posłowie zgłaszający zmiany nie byli w stanie ich uzasadnić. - Przekształcenie wszystkich szpitali jest warunkiem powodzenia reformy - podkreśla Kopacz.
Jednak opozycja ostrzega, że przymusowa prywatyzacja doprowadzi do upadku wielu szpitali, a pierwszymi akcjonariuszami w nowych spółkach będą firmy handlujące szpitalnymi długami.
Jednak PO broni się, że przekazanie szpitali samorządom nie jest prywatyzacją. - Spółki prawa handlowego tworzone przez samorządy to żadna prywatyzacja - mówi Norbert Raba z Platformy Obywatelskiej. - Wierzymy, że samorządy lepiej poradzą sobie z prowadzeniem szpitali, bo wiedzą lepiej jakie usługi powinny być wykonywane na danym terenie.
- Przecież samorządom pozwalacie sprzedawać udziały bez ograniczeń - ripostował Marek Balicki z SdPL.
Zmiany te zaniepokoiły także przedstawicieli strony społecznej. Wszystkie związki zawodowe, organizacje pacjentów, a także samorząd lekarski były zgodne, że obowiązek prywatyzacji będzie groźny dla pacjentów.
- Środowisko lekarskie zawsze postulowało zmiany rynkowe w systemie, ale tak liberalnego systemu nie ma nigdzie na świecie. To nie jest dobry kierunek - mówi Konstanty Radziwiłł, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej. - To oznacza tylko jedno, że państwo chce się pozbyć odpowiedzialności za ochronę zdrowia w Polsce.
Ewa Kopacz w odpowiedzi podała przykład Estonii, która z powodzeniem sprywatyzowała szpitale. Mówiła też, że obecnie prywatyzowane są tylko dochodowe oddziały, a reszta popada w ruinę.
Czy prywatne znaczy dobre? Zwolennicy przekształceń szpitali podkreślają, że przecież już mamy sprywatyzowane szpitale, które świetnie sobie radzą. W Polsce działa 61 szpitali przekształconych w spółki prawa handlowego. Większość z nich przed przekształceniami borykała się z długami, a dziś wypracowuje zyski. Ponad 96 proc. udziałów w przekształconych placówkach należy do samorządów, prywatni inwestorzy mają w nich niespełna czteroprocentowy udział.
- W strukturze własnościowej szpitali samorządowych 62 proc. należy do powiatu, 28 proc. - do marszałka województwa, 3,8 proc. - do gminy, a sektor prywatny ma 3,9 proc. udziałów - wyjaśnia Krzysztof Tuczapski, wiceprezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Niepublicznych Szpitali Samorządowych i dyrektor niepublicznego szpitala w Zamościu.
Podkreśla, że jego szpital prowadzi także niedochodowe oddziały, a ich działalność finansuje z tych bardziej zyskownych. Warto podkreślić, że np. w 2006 r. szpital w Zamościu zarobił 1 mln 100 tys. zł netto. Dla porównania w 2004 r. - przed przekształceniem szpitala w spółkę handlową - zamojska placówka miała stratę 8 mln 400 tys. zł i 25 mln zł długu. - Formuła SP ZOZ-ów się zdeaktualizowała i nie przystaje do medycyny XXI w. - podkreśla Tuczapski.
Jednak lekarze pracujący w zamojskiej placówce (oczywiście anonimowo) narzekają, że szpital wypracowuje zysk ich kosztem, bo otrzymują niskie wynagrodzenia, a w dodatku trudne, kosztochłonne przypadki są odsyłane do innych placówek. Czy po przekształceniu wszystkich szpitali do takich sytuacji nie będzie dochodzić, bo po prostu nie będzie gdzie odesłać trudnych pacjentów? A może zacznie się "przerzucanie" pacjentami między placówkami? Na te pytania minister Kopacz nie odpowiada.
Najważniejsze - pieniądze Nie do końca wiadomo także na jakich zasadach odbędzie się oddłużanie placówek, bo prace nad odpowiednimi przepisami dopiero trwają. Nie wiadomo więc, czy - jak przy poprzednich oddłużeniach - najwięcej zyskają te placówki, które były najgorzej zarządzane i miały największe długi. Ale ważniejszy problem, to ten jak szpitale-spółki mają bilansować swoją działalność, skoro kontrakty z NFZ-em są zaniżone. To właśnie jest główny powód sprzeciwu samorządu lekarskiego wobec prywatyzacji. - Trudno wyobrazić sobie, że bez odpowiedniej wyceny świadczeń szpitale będą w stanie zbilansować swoją działalność - podkreśla Radziwiłł.
- Bez odpowiedniego finansowania, na poziomie co najmniej 6 proc. PKB żadna reforma zdrowia się nie powiedzie - dodaje Bolesław Piecha, były wiceminister zdrowia z PiS.
W dodatku w nowych przepisach nic nie ma o kontroli przepływu pieniędzy ze składki. To poważne zastrzeżenia, ale koalicja rządowa jest dobrej myśli - zdaniem posłów PO przekształcenie szpitali w spółki spowoduje racjonalizację wydatków, więc nie potrzeba będzie większych nakładów. Tym bardziej, że przy zmianie kontraktowania na JGP (jednorodne grupy pacjentów) zwiększono wycenę procedur. - Chirurgia nadal jest nieoszacowana, mimo zapowiedzi, że jej finansowanie zwiększono o 30 proc. - podkreśla Wojciech Witkiewicz, prezes Towarzystwa Chirurgów Polskich. - Oceniamy, że nadal szpitale dostają o 10-20 proc. za mało.
Jak wynika ze wstępnych wyliczeń szpitali - nadal opłaca się przyjmować pacjentów nieoperacyjnych (dokładnie tak samo było przed zmianą). Co więc zmieni się po reformach minister Kopacz? - Zostaną skrócone kolejki, będą wykonywane tylko te świadczenia, które są niezbędne, a szpitale przestaną się zadłużać - przekonuje minister Kopacz. - W obecnym systemie nie jest dobrze ani pacjentom, ani lekarzom i dlatego trzeba to zmienić.
Tylko czy będą to rzeczywiście zmiany na lepsze?
- Byłem zwolennikiem stosunkowo wysokiego stopnia solidaryzmu społecznego i pozostaję nim nadal. Tak było dwadzieścia lat temu, tak było dziesięć lat temu, tak jest i dzisiaj - powiedział podczas spotkania ze związkowcami prezydent Lech Kaczyński.
Spotkanie prezydenta z częścią środowisk medycznych zakończyło się, niestety, brakiem konkretnych deklaracji. Przedstawiciele organizacji związkowych oraz samorządów zawodowych uczestniczących w pracach sejmowej Komisji Zdrowia nad pakietem ustaw zdrowotnych podkreślali po rozmowach z prezydentem, że projekty PO są szkodliwe zarówno dla nich, jak i dla pacjentów. Liczą, że prezydent będzie interweniować w tej sprawie. Mówili, że konieczne są zamiany w ustawach, nad którymi parlament będzie kontynuował prace we wrześniu.
Związkowcy i samorządowcy podkreślali, że chcieli spotkać się z prezydentem, ponieważ obiecał być gwarantem dialogu społecznego, a nie po to, aby prosić o ewentualne weto dla ustaw zdrowotnych. Poinformowali, że kolejne spotkanie odbędzie się pod koniec sierpnia.
Podsekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Andrzej Duda powiedział, że prezydent ma nadzieję, iż nie będzie konieczności wetowania ustaw zdrowotnych oraz że będzie możliwość dialogu.
Wyjaśnił, że na spotkanie zostały zaproszone organizacje, które o nie prosiły. Dodał, że środowiska te czują się rozżalone, że ich zdanie nie zostało wzięte pod uwagę przy procedowaniu ustaw.
Rozpoczynając spotkanie Prezydent RP powiedział m.in.:
"Dziękuję bardzo Państwu za przybycie. Jeżeli chodzi o sprawę dialogu społecznego, to ja będę Państwa z uwagą słuchał. Zdaję sobie sprawę, że pod tym względem w ostatnich miesiącach popełniono istotne błędy, że w tak ważnej dla całego społeczeństwa sprawie głos związków zawodowych, samorządu był słyszalny w sensie medialnym, natomiast jeśli idzie o przygotowanie różnego rodzaju projektów, to słyszalny był w tak minimalnym stopniu, że doszło do wycofania przedstawicieli samorządu i związków zawodowych z prac podkomisji.
Nie zmieniam moich osobistych przekonań dotyczących służby zdrowia.
Byłem zwolennikiem stosunkowo wysokiego stopnia solidaryzmu społecznego i pozostaję nim nadal. Tak było dwadzieścia lat temu, tak było dziesięć lat temu, tak jest i dzisiaj. Jestem zwolennikiem gospodarki rynkowej, bo żaden inny model się na świecie nie sprawdził.
Trzeba zatem przyjąć - niezależnie od jej wad - że jest to rozwiązanie najbardziej optymalne. Natomiast sądzę, że dwie wartości w życiu ludzi, rodzin, całego społeczeństwa, powinny być w stosunkowo małym stopniu, najmniejszym jak to jest możliwe, objęte zasadami rynku. To jest dostęp do zdrowia i dostęp do wiedzy."
Jak mówiła podczas konferencji prasowej Maria Ochman, szefowa Sekretariatu Ochrony Zdrowia NSZZ "Solidarność", związkowcy poprosili prezydenta o podjęcie wysiłku uporządkowania projektów ustaw, tak, żeby były one bezpieczne dla społeczeństwa. Dodała, że po spotkaniu czuje się bardziej bezpiecznie oraz że na razie nie ma mowy o namawianiu prezydenta do wetowania ustawy, ponieważ jest jeszcze czas na naprawienie projektów.
Agnieszka Katrynicz
Gazeta Lekarska 2008-09 - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska.