OBECNY STATUS USTAWY:
Sejm podtrzymał weto prezydenta
Nasz manifest
Sprzeciwiamy się planowanej przez Platformę Obywatelską prywatyzacji szpitali, ponieważ efektem takich przekształceń będzie ograniczenie dostępu do usług medycznych dla ludzi o średnich i niskich zarobkach oraz obniżenie jakości opieki medycznej.

Prywatyzacja, czyli przekazanie większości udziałów w ręce prywatne, spowoduje zmianę celu działalności szpitala. Podstawowy cel, jakim było dotąd udzielanie usług zdrowotnych wszystkim potrzebującym, niezależnie od ich sytuacji materialnej zejdzie na dalszy plan. Zastąpi go zupełnie inny - maksymalizacja zysku.

> przeczytaj więcej



Zdrowie jak towar
Platforma Obywatelska w 2007 r. odżegnywała się od prywatyzowania ochrony zdrowia. Gdy objęła władzę, w ekspresowym tempie przygotowała ustawy, których celem jest… prywatyzacja. Byle uniknąć szumu i dyskusji. Nic dziwnego, że panikuje na wieść o referendum w tej sprawie.

W czerwcu br. posłowie PO zgłosili trzy projekty ustaw „zdrowotnych”. Sejm kończy właśnie prace nad propozycjami PO. Rządząca koalicja PO-PSL liczy na to, że wkrótce zaczną one obowiązywać. Warto zauważyć, że niewiele było w Polsce reform – bo propozycje PO to w istocie daleko idąca reforma dotychczasowego systemu ochrony zdrowia – przygotowanych w tak ekspresowym tempie, a do tego w takiej tajemnicy.

Jedna z tych ustaw dotyczy obligatoryjnego przekształcenia publicznych obecnie zakładów opieki zdrowotnej w spółki prawa handlowego. Właśnie ta ustawa wzbudza najwięcej kontrowersji.

Przekształcone w ten sposób placówki (wszystkie bez wyjątku) będą działać na podstawie ustawy o spółkach handlowych i, jak wszystkie spółki, w przypadku zadłużenia będą po prostu upadać. Gdy spółka upada, jej majątkiem zarządza syndyk, który dzieli go tak, by zaspokoić możliwie wszystkich wierzycieli, a więc tych, wobec których spółka miała długi. W przypadku szpitali byłyby to m.in. firmy podwykonawcze (np. sprzątające), farmaceutyczne, dostawcy sprzętu, banki itd. Dotychczas obowiązujące prawo nie dopuszcza natomiast upadłości placówek, lecz zakłada ich likwidację, a więc inne decyzje dotyczące majątku.

Jest to ważne, ponieważ majątek publicznych placówek nie powstał w wyniku prywatnej inicjatywy, lecz jest on w istocie społeczny. Większość szpitali powstała w czasach Polski Ludowej, na co składało się całe społeczeństwo. Także później zdecydowana większość majątku tych placówek była finansowana ze środków publicznych – z naszych podatków i składek.

Posłowie PO twierdzą, że chcą jedynie przekazać placówki samorządom, by to one decydowały o ich dalszym losie. Tymczasem samorządy już od 1999 r.  – kiedy to ówczesny rząd Jerzego Buzka (AWS) wprowadził w życie reformę systemu ochrony zdrowia  – odpowiadają za znaczną część placówek ochrony zdrowia. Propozycja PO brzmiałaby nawet obywatelsko (sic!), gdyby nie fakt, że ustawa autorstwa PO zobowiązuje samorządy, by te automatycznie przekształciły placówki w spółki kapitałowe. Co to oznacza?

To nie samorządy, a więc lokalne społeczności, będą rozstrzygać o losie szpitali i ZOZ-ów. Zadłużone albo niedoinwestowanie szpitale będą po kawałku – albo w całości – sprzedawane tzw. inwestorom, którzy przejmą ich majątek. A ponieważ własność oznacza decydowanie, to udziałowcy – a nie żadne samorządy  – będą decydować np. o profilu danej placówki i o tym, jakie choroby opłaca się im leczyć. Spółki kapitałowe muszą działać w interesie ich właścicieli i udziałowców, a ci zainteresowani są wypracowywaniem zysku.

Opozycja parlamentarna zgłosiła swoje propozycje, chcąc złagodzić pomysły PO. Zaproponowano m.in., by przekształcenie szpitali i ZOZ-ów w spółki nie było automatyczne, lecz by o dalszym losie placówek mogły decydować lokalne społeczności w referendach. O ewentualnym przyjęciu takich poprawek zdecyduje jednak większość parlamentarna.

Albo rybki, albo akwarium

Specyfika obecnego systemu ochrony zdrowia polega na tym, że NFZ z naszych składek opłaca wykonane procedury medyczne. Procedury te są różnie wyceniane. To właśnie decyduje o „opłacalności” niekiedy całej placówki. Stąd bierze się m.in. likwidowanie łóżek, np. ortopedycznych, na rzecz innych usług medycznych – tych lepiej opłacanych przez (obecnie) NFZ.

Przekształcone w spółki szpitale i ZOZ-y będą musiały kierować się kryterium zysku. Inaczej upadną. Na tym polega kapitalizm. Udziałowcy bądź właściciele szpitali-spółek będą zainteresowani swoim zyskiem i będą naciskać, by placówki dla nich ten zysk wypracowywały. Co to oznacza dla nas? Jeśli np. NFZ bądź prywatna ubezpieczalnia nisko wycenia np. internę, szpitalowi nie będzie się opłacało jej prowadzić, bo na tym nie zarobi. Za to zarobi na innej procedurze, niekoniecznie dotyczącej większości pacjentów. Efekty?

Większości placówek nie będzie się opłacało oferować nisko wycenianych usług medycznych, niezależnie od tego, jak wielu pacjentów będzie potrzebowało pomocy w tym zakresie. Funkcjonowanie placówek na zasadach rynkowych zmusi je do skupienia się na tym, co daje zyski, czyli – chroni przed długami i upadłością. Wbrew zapewnieniom zwolenników zmian przygotowanych przez PO, to nie dobro pacjenta będzie się liczyć, lecz los szpitala i zatrudnionych w nim ludzi. Co więcej, żaden lekarz pragnący ratować przede wszystkim pacjentów nic na to nie poradzi, bowiem ostateczna decyzja pozostanie w rękach udziałowców (akcjonariuszy). Zainteresowanych nie leczeniem ludzi, lecz zyskiem.

Zwolennicy zmian zaproponowanych przez PO twierdzą, że przekształcenie placówek w spółki sprawi, że będą one autentycznie konkurować o pacjentów, ponieważ za pacjentem mają iść pieniądze z ubezpieczenia, czym będą zainteresowane placówki. Tymczasem w rzeczywistości konkurencja między placówkami ochrony zdrowia nie będzie się odbywać na poziomie pacjenta, lecz usług medycznych, bo to za nimi  – a nie za pacjentem  – idą pieniądze z NFZ. Co więcej, ta konkurencja nie będzie polegać na tym, że placówki będą dążyć do wykonania jak największej ilości procedur medycznych  – co byłoby poniekąd w interesie pacjentów  – lecz na tym, by wykonywać usługi najlepiej wyceniane.

W interesie kapitału

Posłowie PO twierdzą, że ich propozycje zmniejszą kolejki do lekarzy. Owszem, ponieważ ograniczą możliwość korzystania z usług medycznych przez część społeczeństwa. Do nisko wycenianych procedur (a więc niechętnie realizowanych przez szpitale) kolejki się wręcz zwiększą. Wynika to z logiki rynkowego systemu.

Zadziwiająca jest postawa części środowiska lekarskiego, popierającego prywatyzację placówek. Przecież nie wszyscy lekarze staną się współwłaścicielami czy udziałowcami placówek. Warto wspomnieć, że w prywatnej ochronie zdrowia jednym z głównych źródeł oszczędności są… koszty pracy, czyli wysokość pensji albo zatrudnienie.

Posłowie PO uważają, że reforma zapewni lepsze zarządzanie placówkami ochrony zdrowia. Jak najbardziej – jak to spółki, będą musiały co najmniej przynosić zyski, skończy się więc problem zadłużania. Ale niekoniecznie będą leczyć i ratować potrzebujących. Jedynie tych, których się opłaca leczyć.

Nic dziwnego, że Platforma wpadła w panikę na wieść o zapowiadanym referendum w sprawie planowanej przez nich reformy. Wszak większość obywateli to byli, obecni bądź potencjalni pacjenci, i jak wynika z niedawnego sondażu GFK Polonia dla Rzeczpospolitej, 2/3 Polaków chce referendum w sprawie dalszych losów systemu ochrony zdrowia w Polsce.

Platforma ma świadomość, że obywatele-pacjenci mają inne interesy niż garstka potencjalnych właścicieli (udziałowców) placówek ochrony zdrowia. Rzecz w tym, że siła obywateli tkwi w kartce wyborczej, zaś siła właścicieli to kapitał. Zwłaszcza ten, którym finansuje się kampanie wyborcze…?

Magdalena Ostrowska "Trybuna Robotnicza"
Wszelkie prawa zastrzeżone © 2008